GłównaRejestracjaZaloguj
KOŚCIÓŁ KAT .

PORTAL ANTYKLERYKALNY

Dobra pora doby! Gość | RSS
Menu

Kategorie
Z historii Kościoła [45]
Osiągnięcia i wyczyny Kościoła w Polsce [110]
Kościół kat. na świecie [35]
Religia (dział dla chrześcijan) [34]
Rozmaitości [18]

Translate
EnglishFrenchGermanItalianPortugueseRussianSpanish

Wyszukiwanie

Nowinki
  • 3 X 2015, Polska, Watykan.Coming aut inkwizytora Ksiądz Krzysztof Charamsa, pracujący w Kongregacji doktryny wiary (dawniej Inkwizycja) wyznał publicznie, że jest gejem. Obwinił też Kściół kat. o homofobię. Więcej...

  • Sierpień 2015. Polska Coraz mniej księżyDobra nowina: Systematycznie zmniejsza się w Polsce liczba nowych księży, każdego roku średnio o 9 procent.





  • Czat

    Logowanie


    Toplisty:
    Statystyka

    Jest nas tu: 1
    Gości: 1
    Użytkowników 0

    Bóg tak chciał?
    Główna » Artykuły » Z historii Kościoła

    Bóg tak chciał?

    Był niezwykłym człowiekiem i jako papież mógł wprowadzić Kościół katolicki, Kościół z ludzkim obliczem w XXI wiek. Zgadzał się na stosowanie pigułki antykoncepcyjnej i prezerwatyw, dopuszczał możliwość przerywania ciąży, rozwodów i kapłaństwa kobiet. Sprzeciwiał się celibatowi. Być może taką rewolucję twardogłowi z Watykanu jeszcze by przełknęli, ale kiedy 29 września 1978 r. zażądał rozliczenia watykańskich finansów... kilka godzin później został zamordowany– najprawdopodobniej.

    Jana Pawła I nazywano uśmiechniętym papieżem. Był życzliwy dla ludzi. Jego nowoczesne poglądy na kwestie rozwodów czy antykoncepcji doprowadzały do szału twardogłowych Watykańczyków. Musiał zginąć. Głównie dlatego, że postanowił zlikwidować watykańską, finansową mafię. To ani pierwszy, ani zapewne ostatni mord w historii papiestwa.



     I  Przed założeniem tiary

    Albino Luciani urodził się 17 października 1912 roku w Canale d’Agordo, małej górskiej wiosce, położonej około 120 kilometrów na północ od Wenecji. W jego rodzinie z całą pewnością nie przelewało się. Giovanni i Bertola Luciani wychowywali już dwie córki Giovanniego z pierwszego małżeństwa, a Albino był ich pierwszym synem. Po nim urodziło się jeszcze dwoje dzieci. Giovanni, nie mając stałej pracy, zmuszony był szukać jej za granicą. Większość czasu młody Albino przebywał więc z matką, fundamentalistką katolicką. Ona i ksiądz Filippo Carli z pobliskiego kościoła mieli największy wpływ na światopogląd chłopca.

    Ojciec bowiem, zatwardziały socjalista, uchodził wręcz za antychrysta i „klechożercę”.

    Kiedy jednak w 1923 roku Albino, jedenastoletni wówczas młodzian, poczuł powołanie do kapłaństwa, decyzja ojca wprawiła w zdumienie wszystkich. Ojciec Giovanni wyraził swoją zgodę na wstąpienie syna do Seminarium Duchownego w Veltre.



    Młodziutki Albino Luciani zetknął się więc z brutalną, ponurą rzeczywistością i surowymi zasadami panującymi w seminarium. Wówczas nawet czytanie zwykłych gazet czy czasopism graniczyło tutaj z przestępstwem. Rygor i nieustanna samokontrola w niewinnych nawet rozmowach była w seminarium wszechobecna. Na niebezpieczeństwo relegowania byli narażeni zarówno seminarzyści, jak i nauczyciele. Źródła tej wysoce niekomfortowej sytuacji należy szukać w „Syllabus errorum” i encyklice „Quanta cura”, za którą odpowiedzialny był papież Pius IX. Watykan potępił w niej swobodę wypowiedzi i prasy, a ponadto odrzucił pojęcie równości wszystkich religii.



    18 lipca 1870 roku na zwołanym przez Piusa IX soborze watykańskim uchwalono dogmat o nieomylności papieża. To ekstremalnie wsteczne „dzieło” kontynuował papież Pius X. Za jego pontyfikatu powstawały listy książek, których pod groźbą klątwy nie wolno było czytać. Ekskomunikowano wiele światłych osób. Utworzono też sieć szpicli, którzy pod „światłym” okiem włoskiego prałata, Umberto Benigniego, śledzili wszelakie odstępstwa od „jedynie słusznej” doktryny Kościoła. Pius X pozamykał wiele seminariów duchownych, a te, które pozostały, były ściśle nadzorowane. I mimo że w 1921 roku oficjalnie rozwiązano owe „komórki śledcze” Benigniego, poczucie strachu przed czystkami, cenzurą i w końcu ekskomuniką było jeszcze długo obecne i przekazywane młodemu pokoleniu, do którego należał Albino Luciani.

    W takich warunkach bardzo łatwo mógł on zostać duchownym o wstecznych poglądach. Na szczęście

    jego światopogląd kształtował się w dużej mierze dzięki przemożnemu głodowi wiedzy

    i niezwykłej, wprost fotograficznej pamięci. Był uczniem pilnym i, jak na owe czasy, odważnym. Zadawał kontrowersyjne pytania i formułował własne sądy.

    7 lipca 1935 roku Albino otrzymał święcenia kapłańskie w kościele św. Piotra w Belluno, po czym został wikarym w rodzinnym Canale. W roku 1937 powołano go na stanowisko wicerektora seminarium w Belluno. Pracując tam, podjął studia na Uniwersytecie Gregoriańskim i 23 listopada 1946 roku obronił doktorat z teologii. Rok później Girolamo Bortignon, biskup Belluno, powołał go na wikariusza swojej diecezji.



    W grudniu 1958 r. papież Jan XXIII w Bazylice Świętego Piotra w Rzymie konsekrował Albino Lucianiego i powierzył mu stanowisko biskupa w Vittorio Veneto. Dał się tam poznać jako człowiek wielkiej skromności. Nie idąc za przykładem poprzedników mających niebywałe wprost skłonności do luksusu, zamieszkał w spartańskich warunkach zamku San Marino.

    Nosił zwykłą sutannę. Często bez zapowiedzi odwiedzał kalekich i chorych. Jego środkiem lokomocji nadal pozostał rower lub mocno zużyty, stary samochód.

    W pracy z duchownymi wprowadził zasadę demokracji, bardzo rzadko spotykaną w Kościele. Wierzył w Kościół ubogich i dla ubogich. Dał temu wyraz w swoim pierwszym przemówieniu do 400 podległych mu księży: „(...) Przybyłem tu z sumą mniejszą niż pięć lirów i chciałbym też odejść z sumą mniejszą niż pięć lirów (...)”.

    Jedenastego października 1962 roku odbyły się uroczystości otwarcia Drugiego Soboru Watykańskiego, zainicjowanego przez Jana XXIII. Albino Luciani, obecny przy tym podniosłym wydarzeniu, był pod ogromnym wrażeniem nowego spojrzenia na skostniałe, stare dogmaty. Zasługi soboru widział głównie we wprowadzeniu ewangelii i koncepcji Kościoła przyjaznego ludziom. Luciani miał w wielu sprawach poglądy dawno ugruntowane. Był na przykład pewien, że dopuszczenie opracowanej przez profesora Pincusa pigułki antykoncepcyjnej jako środka zapobiegającego ciąży jest nie tylko wskazane, ale wręcz konieczne. Mając wiele doświadczeń z czasów swojej służby duszpasterskiej, sam wychowany w ubogiej, wielodzietnej rodzinie, która musiała ciągle borykać się z problemem niedożywienia, obserwujący nieustające kłopoty brata z wyżywieniem swoich dziesięciorga dzieci, nie mógł pogodzić się z odmawianiem katolikom prawa do regulacji urodzin. Miał również bardzo liberalny stosunek do rozwodów i małżeństw niesakramentalnych.

    Niestety, po śmierci Jana XXIII jego następca, papież Paweł VI, zniweczył wszystkie nadzieje światłych biskupów i kapłanów, ogłaszając encyklikę „Humanae vitae”, z której skutkami rodziny katolickie borykają się do dzisiaj. Jedynymi środkami regulacji urodzin pozostała wstrzemięźliwość płciowa i metoda kalendarzyka, a każdy stosunek płciowy ma mieć na celu poczęcie życia. Nad głębokim przekonaniem Lucianiego, że Kościół, zamiast iść z duchem czasu, cofa się do głębokiego średniowiecza, zwyciężyła lojalność wobec papieża. Bolał go jednak fakt makabrycznej hipokryzji polegającej na tym, że Watykan czerpie zyski z produkcji swojej firmy Instituto Farmacologico Serono, która wypuszcza na rynek niezwykle dochodowy środek antykoncepcyjny o nazwie luteolas. Paweł VI, będąc pod niemałym wrażeniem człowieka, który przedkłada posłuszeństwo wobec władzy papieskiej nad własne sądy, postanowił go nagrodzić. Nadarzyła się po temu świetna okazja: zmarł kardynał Urbani, patriarcha Wenecji. Jednak, ku ogromnemu zaskoczeniu papieża, Albino Luciani odrzucił propozycję powołania go na ten urząd. Twierdził, że dotychczasowe stanowisko zupełnie mu wystarcza, a żądza władzy jest mu obca. Papież uparł się jednak i tak 15 grudnia 1969 Luciani przyjął zaszczytną funkcję arcybiskupa – patriarchy weneckiego. Przybył do tego miasta tak jak kiedyś powiedział: z sumą mniejszą niż pięć lirów, odrzucając ofiarę miliona lirów, którą chciano mu podarować tuż przed odejściem z Vittorio Veneto. Poprosił ofiarodawców, aby przekazali te pieniądze na cele charytatywne. Powiedział, że bielizna, trochę ubrań i własne książki to wszystko, czego potrzebuje do egzystencji. I znowu odwiedzał chorych i ubogich (często, jak dawniej – na rowerze), angażował się pozytywnie w sprawy miasta, pomagał ludziom odrzuconym przez społeczeństwo. W każdym calu realizował swoją wizję Kościoła ubogich i dla ubogich. Zyskał uwielbienie tłumów, choć wcale o to nie zabiegał. W uznaniu zasług papież Paweł VI znów wyróżnił Lucianiego, czyniąc go swoim przedstawicielem na Światowym Synodzie Biskupów (1971 rok).

    Jednym z poruszanych tematów, bliskich Lucianiemu, była sprawiedliwość na świecie.

    Wystąpił z bardzo konkretną propozycją, aby bogate kościoły same się opodatkowały i przekazywały jeden procent swoich dochodów na działalność charytatywną. Ten, jak mówił, „braterski udział” powinien być rodzajem zadośćuczynienia krajom ubogim i rozwijającym się za rażącą niesprawiedliwość, jakiej dopuszcza się całe konsumpcyjne społeczeństwo. Jednak owe rewolucyjne plany miały jeszcze poczekać. Bezwzględna lojalność wobec papieża znów zwyciężyła nad osobistymi poglądami Lucianiego.

    W marcu 1973 roku Paweł VI przyodział Albino Lucianiego w kapelusz kardynalski. Traktując swoją nową funkcję przede wszystkim jako służbę człowiekowi, nowy kardynał zaczął konsekwentnie walczyć z niesprawiedliwością, jakiej wciąż doświadczają ludzie upośledzeni. Jednak wspieranie, a tym bardziej powoływanie nowych placówek socjalnych, kosztuje. Niestety, ani burmistrz, ani zarząd miejski w Wenecji nie poczuwały się do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Ponieważ środki własne diecezji szybko przestały wystarczać, Luciani musiał sięgnąć do funduszów Banca Cattolica Veneto zwanego bankiem księży, którego większość akcji była w rękach Instituto per le Opere di Religione (IOR), inaczej mówiąc – Banku Watykańskiego. I tak oto powstała pierwsza linijka wyroku śmierci, który ten niezwykły ksiądz zaczął pisać sam na siebie.




    Część pierwszą naszego opracowania  można zatem streścić następująco: przyszły papież już od wczesnej młodości w seminarium duchownym i podczas późniejszej kariery kapłańskiej nie mógł pogodzić się ze skostnieniem Kościoła. Za szczególnie wstrętne w Krk uważał cenzurę ludzkiej myśli i bogacenie się biskupów oraz kapłanów ponad wszelką miarę i przyzwoitość. Wierzył w Kościół ubogi i dla ubogich. Nawet kiedy był kardynałem, jeździł... rowerem, a jego osobisty majątek w gotówce nigdy nie przekraczał stu lirów. To musiało wzbudzić niechęć otoczonych bizantyjskim przepychem kolegów po fachu. Nie uprzedzajmy jednak faktów...


    II Krótki pontyfikat. Kulisy śmierci

    6 sierpnia 1978 umiera Paweł VI, w którym reformatorzy Kościoła wcześniej pokładali wielką nadzieję. Zawiedli się srodze, bo ten „następca Piotra” był zachowawczy i bezbarwny. Na marginesie należy jednak dodać, że i ta śmierć jest zagadkowa. Słynny lekarz z Kapsztadu, Christian Barnard, wyraził opinię, że życie papieża z całą pewnością można było przedłużyć. Opieka lekarska, jaką otaczano Pawła VI w ostatnich dniach jego życia, pozostawiała tymczasem wiele do życzenia, a fakt nieprzewiezienia go na intensywną terapię Barnard skomentował tak: „Gdyby coś takiego wydarzyło się w Afryce Południowej, odpowiedzialnych za to lekarzy oskarżono by o nieumyślne zaniedbanie obowiązków”. Nieumyślne? A może umyślne, bowiem jednym z lekarzy, który tak lekce sobie ważył zdrowie i życie papieża, był Renato Buzonetti – zastępca szefa watykańskiej służby zdrowia (tego doktora spotkamy jeszcze przy zgonie Jana Pawła I – i to w dużo bardziej niejasnej sytuacji).

    26 sierpnia podczas konklawe dochodzi do wyboru kolejnego „następcy Piotra”. Nim to się jednak stanie, głosowanie kolegium kardynalskiego przebiega nadzwyczaj ciekawie. Żeby uznać wybór za ważny, na kandydata musi być oddane – zgodnie ze zwyczajem – dwie trzecie głosów plus jeden. Po pierwszej turze głosowania (dokonywanego na kartkach charakterem pisma specjalnie zmienianym przez kardynałów) Luciani nie wierzy własnym uszom: dostał 23 głosy i jest na drugim miejscu, tuż za głównym pretendentem – kardynałem Siri (25 głosów). Być może na taki obrót spraw miał wpływ pewien interesujący dokument opracowany przez Komitet Odpowiedzialnego Wyboru Papieża, w skład którego wchodzili odważni oraz wpływowi katolicy popierani przez mających wiele do powiedzenia kardynałów z Ameryki Łacińskiej. Czytamy w nim treści nieco żartobliwe, ale nadzwyczaj ważkie: „Poszukuje się przepełnionego nadzieją, świątobliwego człowieka, który potrafi się śmiać. Interesująca praca, gwarantowane dochody i służbowa rezydencja. Ochronę zapewnia sprawdzona organizacja ds. bezpieczeństwa. Podania o tę posadę prosimy kierować do Kolegium Kardynalskiego w Watykanie”.

    Wkrótce dochodzi do drugiej tury wyborów: Siri – 35, Luciani – 30 głosów. Jednocześnie w kuluarach kardynałowie prowadzą ożywione dyskusje, tworząc małe koterie i zawiązując sojusze. W końcu skrzydło „twardogłowych” dochodzi do przekonania, że na Siriego nie da się już przeciągnąć więcej głosów. Pada więc pomysł, aby poprzeć Lucianiego, bo tym spokojnym człowiekiem łatwo da się sterować. Tak oto w trzeciej turze Albino Luciani ma już 68 głosów, a w czwartej – 99 i... wygrywa. Jest godzina 18.05. Nowy papież drżącym głosem wypowiada prorocze słowa:

     – Niech wam Bóg wybaczy to, coście mi uczynili.

    Ten syn prostego robotnika, który w życiu nie chciał być kimś więcej niż tylko zwykłym księdzem, staje na czele największej organizacji w dziejach ludzkości i już pierwsze dni pontyfikatu uzbrajają go w wiedzę, że objął przywództwo nad prawdziwą stajnią Augiasza. Z braku miejsca zmuszeni jesteśmy pominąć cały skomplikowany system wpływów, zależności, układów i grup nacisku, w jakim od stuleci kisił się Watykan. Już sama walka z tymi niebezpiecznymi koteriami mogła stanowić dla Lucianiego śmiertelne zagrożenie, ale on poszedł dalej. Postanowił prześwietlić i zniszczyć mafijne struktury watykańskich finansów. Marzyciel czy szaleniec?

    Bardziej szaleniec, bo chciał zmierzyć się i wygrać np. z bp. Paulem Marcinkusem – urodzonym na przedmieściach Chicago w latach Wielkiego Kryzysu, prawdziwym „mafiozem” w sutannie – szefem watykańskich finansów. Ta postać bardzo wymownie i jednoznacznie odmalowana jest w III części filmu „Ojciec chrzestny”. „Wielki Skarbnik” dorobił się fortuny na przekrętach, za które zwykły śmiertelnik dostałby dożywocie w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Udowodniono na przykład, że w 1971 roku biskup Marcinkus sprzedał szefowi mediolańskiego Banco Ambrosiano, Robertowi Calviemu, 37 procent udziałów części Banku Watykańskiego pod nazwą Banca Cattolica Veneto. Akcje zostały upłynnione po cenie celowo znacznie zaniżonej, a w rezultacie transakcji Marcinkus zarobił (przyjął jako dowód wdzięczności...), bagatela, 47 milionów dolarów. Sam zaś Calvi na spekulacjach ze skarbnikiem papieża zarobił ponad miliard dolarów, oczywiście kosztem akcjonariuszy i samego Watykanu.

    Niedługo później wyszły na jaw powiązania Marcinkusa z mafią amerykańską. FBI wpadło bowiem na trop sfałszowania przez nowojorskich gangsterów papierów wartościowych opiewających na sumę 14,5 miliona dolarów. Odbiorcą tych falsyfikatów był Bank Watykański. Amerykańska policja kryminalna ustaliła, że zleceniodawcą był Watykan, a konkretnie osoba odpowiedzialna za jego finanse. To niecałe 15 milionów było jedynie balonem próbnym, który miał sprawdzić, czy podobne, ale jeszcze grubsze przekręty mogą się powieść. Według FBI Marcinkus zamówił u mafii dalsze transze lewych akcji i obligacji na kwotę bliską 1 miliarda dolarów USA. Ale to jeszcze nie koniec wyczynów „bankiera Boga” (tak Marcinkusa nazywano). Równolegle współpracował on z włoskim bankierem Michelem Sindoną, którego osobiście mianował świeckim doradcą Banku Watykańskiego. Sindona pomógł założyć Marcinkusowi kilka tajnych kont na Wyspach Bahama, gdzie lokowane były ogromne, wyprane pieniądze mafii.Ale biskupowi i tego było mało. Wkrótce, dzięki poparciu Calviego i Sindony, został członkiem zarządu nowo zarejestrowanego w Nassau Banco Ambrosiano Overseans. W zamian za to, że mafia mogła swoje transakcje żyrować nazwiskiem jednego z najbardziej wpływowych ludzi Watykanu, Marcinkus dostał 8 procent udziałów w banku.

    I z takimi oto ludźmi, i z takimi lewymi pieniędzmi chciał walczyć romantyczny pięknoduch, który przybrał imię Jana Pawła I. Ufał, że zmieni oblicze Kościoła. Jeszcze o tym nie wiedział, ale rozpoczęło się już dla niego „odliczanie wsteczne”. Nie wiedział też czegoś ponadto... tego mianowicie, że Watykan jest infiltrowany przez słynną lożę masońską P-2 (jej struktury do dziś są obecne w rządach wielu krajów). Wielkim mistrzem P-2 był wówczas Licio Gelli – wyjątkowo odrażający człowiek, ale za to osobisty przyjaciel Marcinkusa. Dla Gelliego polityczne mordy na zamówienie były chlebem powszednim i sposobem załatwiania interesów. Od pierwszego dnia pontyfikatu

    Jan Paweł I postanowił oczyścić Watykan (i Kościół w ogóle) z przestępców, oszustów i aferzystów.

    Czyli z bardzo wielu najbardziej wpływowych osobistości odzianych w purpurę. Już 12 września Luciani sobie tylko znanym sposobem wszedł w posiadanie listy 121 nazwisk watykańskich masonów z P-2 (wśród nich były tak wpływowe postaci jak kardynał Villot – sekretarz stanu, kardynał Casaroli – minister spraw zagranicznych, kardynał Poletti – wikariusz Rzymu oraz oczywiście Marcinkus). Kardynałowie ci po śmierci Jana Pawła I, czyli w okresie panowania Wojtyły, na długo zachowali swoje stanowiska i wpływy. Pierwsze dni upłynęły papieżowi na sporządzaniu wykazu osób do natychmiastowego zdymisjonowania. W Watykanie zapanował zrozumiały popłoch.




    28 września Jan Pawe
    ł I wezwał do siebie Villota i oświadczył mu, że Marcinkusa trzeba zwolnić niezwłocznie. Padły także i inne nazwiska kościelnych dygnitarzy do natychmiastowego, karnego wyautowania. Może Luciani (co jednak wątpliwe) pożyłby nieco dłużej, gdyby na wspomnianej liście nie widniał... sam Villot. Po latach historycy napiszą, że albo nowy papież stracił w tym momencie instynkt samozachowawczy, albo – ufny w dobroć i sprawiedliwość podwładnych – nie docenił przeciwnika. Po zakończeniu rozmowy z sekretarzem stanu (od tej chwili śmiertelnym wrogiem!) Luciani zasiadł do kolacji. Był w świetnej kondycji i niezłym humorze; ciężar spadł mu z serca. Po posiłku, udając się na spoczynek, wypowiedział do towarzyszących mu osób ostatnie w swoim życiu słowa: „Buona notte. A domani. Se Dio vuole” (Dobranoc. Do jutra. Jeśli Bóg pozwoli). Nie pozwolił! Kilkadziesiąt minut później uśmiechnięty papież już nie żył.

    Został najprawdopodobniej otruty wywarem z naparstnicy

    dodanym do leku na niedociśnienie. Trucizna ta nie pozostawia żadnych śladów, a nawet gdyby pozostawiała, świat i tak nie dowiedziałby się o morderstwie – nie przeprowadzono bowiem sekcji zwłok, a papieski lekarz Buzonetti stwierdził atak serca. Do takiego wniosku doszedł na podstawie... zewnętrznych oględzin papieża wiele godzin po odnalezieniu ciała. Postawienie podobnej diagnozy jest z punktu widzenia medycyny niemożliwe – a jednak, jak widać, możliwe było jak najbardziej. Zanim to się jednak stanie...  Wczesnym rankiem 29 września 1978 roku (piątek) siostra Vincenza wchodzi do sypialni Lucianiego, niosąc tacę ze śniadaniem. Zastaje papieża siedzącego w łóżku i ściskającego plik dokumentów. Jego twarz wykrzywiona jest grymasem cierpienia spowodowanego agonią. Chwilę później w sypialni pojawia się Villot, a dalszy ciąg wypadków jednoznacznie wskazuje, że papież nie zmarł śmiercią naturalną, zaś przybysz doskonale wiedział, co zobaczy. Villot pośpiesznie zabiera buteleczki z lekami Lucianiego, a z jego rąk wyjmuje kartki, na których naniesiono zmiany personalne w Watykanie. Z szuflady biurka znika papieski testament. Giną  nawet okulary i nocne pantofle papieża. Żadna z tych rzeczy już nigdy nie została odnaleziona. Przy zmarłym „wyrastają” także Marcinkus i inni dygnitarze Watykanu. Jak gdyby na własne oczy chcieli się przekonać, że już nic im nie grozi. Nie wszystko jednak można ukryć. Przez Rzym, Włochy i świat przebiega pogłoska o zamordowaniu uśmiechniętego papieża. Ludzie płaczą, patrząc na jego ciało wystawione na widok publiczny.

    Pewne fakty przemawiają za tym, że Jan Paweł I nie umarł śmiercią naturalną.  Po  jego śmierci watykański sekretarz stanu nakazał natychmiastowe zabalsamowanie zwłok papieża. To uniemożliwiło przeprowadzenie sekcji zwłok. (Według prawa Italii balsamowanie zwłok może rozpocząć sie dopiero w 24 godziny po ich odnalezieniu. Kiedy kilka tygodni wcześniej zmarł papież Paweł VI, jego zwłoki zaczęto balsamować po upływie doby.)  Ze zwłok nie pobrano krwi do analizy. Ponadto przedstawiony przez Watykan opis ostatniego dnia pontyfikatu był  pełen sprzeczności.1


    Padają okrzyki: „Kto ci to zrobił?”.

    Do dziś za Spiżową Bramą żyją ludzie, którzy doskonale znają odpowiedź i na to, i na wiele innych pytań. Niedługo później na szefa organizacji, którą śmiało można by nazwać Cosa Sancta Nostra, zostaje wybrany inny człowiek. Nazwie się Jan Paweł II. Ma to świadczyć o kontynuacji polityki poprzedników. To tylko pozory... nigdy bowiem nie sprawi już najmniejszego kłopotu ani mafiozom, ani watykańskim rekinom finansowym, ani tym bardziej kardynałom z loży masońskiej P-2.

    LiS
    FiM

    Fotografie: Archiwum. Wybór red.kosciol-kat


    Bibliografia:
     David Yallop, W imieniu Boga?
     Robert A. Haasler, Zbrodnie w imieniu Chrystysa*
     Liczne artykuły i opracowania w Internecie.

    * Książka dostępna na portalu kosciol-kat (przyp.red.kosciol-kat)
    1 Przyp. red. kosciol-kat
    Kategoria: Z historii Kościoła | Dodane przez: SzaryWilk (28.09.2010)
    Wyświetleń: 2721 | Tegi: Marcinkus, Luciani, masoneria, Jan Paweł I, Banco Ambrosiano Overseans, JPI, masoni, Banco Ambrosiano, JP1, Albino Luciani | Ocena: 5.0/2
    Ogółem komentarzy: 0
    Tylko zarejestrowani Użytkownicy mogą komentować materiał
    [ Rejestracja | Login ]
    Prawa autorskie. Jeżeli obecność któregoś z materiałów na tym portalu narusza prawa autorskie, prosimy o kontakt. Materiały, co do których prawa autorskie zostaną udowodnione, będą, w razie wyrażenia takiego życzenia przez posiadacza praw, natychmiast usunięte.


    ***
    O UCoz:uCoz to świetny, znany i ceniony na całym świecie, mający bardzo wysoki pagerank serwer. Daje możliwość korzystania ze swoich usług w wielu językach. Polecamy! :)
    Copyleft Antykler © 2017
    Darmowy hosting uCoz