GłównaRejestracjaZaloguj
KOŚCIÓŁ KAT .

PORTAL ANTYKLERYKALNY

Dobra pora doby! Gość | RSS
Menu

Kategorie
Z historii Kościoła [45]
Osiągnięcia i wyczyny Kościoła w Polsce [110]
Kościół kat. na świecie [35]
Religia (dział dla chrześcijan) [34]
Rozmaitości [18]

Translate
EnglishFrenchGermanItalianPortugueseRussianSpanish

Wyszukiwanie

Nowinki
  • 3 X 2015, Polska, Watykan.Coming aut inkwizytora Ksiądz Krzysztof Charamsa, pracujący w Kongregacji doktryny wiary (dawniej Inkwizycja) wyznał publicznie, że jest gejem. Obwinił też Kściół kat. o homofobię. Więcej...

  • Sierpień 2015. Polska Coraz mniej księżyDobra nowina: Systematycznie zmniejsza się w Polsce liczba nowych księży, każdego roku średnio o 9 procent.





  • Czat

    Logowanie


    Toplisty:
    Statystyka

    Jest nas tu: 1
    Gości: 1
    Użytkowników 0

    Gaudeamus klerykus
    Główna » Artykuły » Osiągnięcia i wyczyny Kościoła w Polsce

    Gaudeamus klerykus

    Kościelne uczelnie wyższe: państwo płaci, czarni wymagają.

    Polski system szkolnictwa wyższego wydaje się wyjątkowo udanym połączeniem rynku i państwa. W ramach konstytucyjnego zobowiązania (Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna – art. 70 § 2.) państwo funduje publiczne dzienne studia najlepszym uczniom. Pozostali mogą studiować za pieniądze na niestacjonarnych wydziałach uczelni publicznych i w szkołach prywatnych. Mimo konkurencji ze strony szkół publicznych, uczelnie prywatne kwitną i rozwijają się. Jest ich ponad 330, z czego niespełna jedna trzecia dostaje od państwa symboliczne dotacje na działalność dydaktyczną – od kilkuset do kilku tysięcy złotych rocznie. W 2007 r. tylko 17 uczelni dostało nieco więcej – między 10 a 30 tys. zł. „Gieysztor” z Pułtuska, będący swego rodzaju kopią zapasową wydziałów humanistycznych UW, po znajomości przytulił 93 tys. zł. Reszta nie dostaje od państwa ani grosza i utrzymuje się sama – z czesnego, darowizn i czego tam jeszcze. System sprawdza się, działa i udowadnia, że możliwe jest partnerskie współistnienie dwóch sektorów własnościowych, bez protekcjonalizmu, nieuczciwej konkurencji i złodziejskiej prywatyzacji.

    Ale jest wyjątek.

    W zeszłym roku 150 mln zł budżet dopłacił do prywatnych, należących do Kościoła kat. uczelni, kształcących księży, katechetów, teologów i innych papistowskich funkcjonariuszy. Jeśli do tego dorzucić 70 mln zł, które kosztował tzw. Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, czyli przefarbowana Akademia Teologii Katolickiej – wychodzi na to, że z dość marnego budżetu nauki ćwierć miliarda złotych skończyło w czarnej dziurze. A będzie więcej.

    „Wyszyński”

    Nie sposób obliczyć, ile płacimy za „formację katolików” na wydziałach teologicznych, które w latach 90. Kościół pozakładał sobie na państwowych uniwersytetach. Warto też wspomnieć, że w 1989 r. państwo uznało, jak leci, wszystkie stopnie naukowe, które czarni nadali sami sobie i bez żadnego ale wpuściło kościelnych doktorów i profesorów na uczelnie publiczne. Status uczelni publicznej ma też dziwaczny twór, jakim jest Uniwersytet Wyszyńskiego, szkoła państwowa, w której trzy najważniejsze wydziały – teologiczny, prawa kanonicznego i filozofii chrześcijańskiej – podlegają arcybiskupowi warszawskiemu i wykładający tam nauczyciele muszą uzyskiwać od niego missio canonica, a na pozostałych czterech rektor stara się zatrudniać pracowników, którzy odpowiadają katolickiemu charakterowi Uniwersytetu lub przynajmniej nie występują publicznie przeciwko wierze katolickiej. Na tej szczególnej uczelni kształci się ok. 18 tysięcy studentów. W 2007 r. kosztowało to budżet 57 mln zł na działalność dydaktyczną plus przeszło 10 mln na stypendia dla studentów. Wychodzi ponad 3,7 tys. zł na ryło – a warto wspomnieć, że co drugi student studiuje tu za pieniądze. Jeśli zatem założymy, że budżet po to płaci uczelniom publicznym, żeby obywatele mogli korzystać z konstytucyjnego przywileju studiowania za darmo – wychodzi na to, iż rok bezpłatnych studiów obywatela na „Wyszyńskim” kosztuje Rzeczpospolitą prawie 7,5 tys. zł.
    Ale i tak powinniśmy być wdzięczni, że Kościół zaakceptował publiczny status „Wyszyńskiego”. Prywatny KUL, przy takiej samej liczbie studentów, kosztuje państwo niemal dwa razy więcej.

    KUL

    Na Katolicki Uniwersytet Lubelski, który jest uczelnią prywatną finansowaną przez państwo na mocy ustawy z czerwca 1991 r. budżet wydał w zeszłym roku 114,3 mln zł. Nawiasem mówiąc wydatki państwa na zajęcia dydaktyczne na KUL były niemal równe subwencji dla Uniwersytetu Szczecińskiego, gdzie kształci się dwa razy więcej studentów. A na przykład Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie kształcił półtora tysiąca osób więcej – a dostał o 35 mln zł mniej. Z prowadzonego przez KUL dość nonszalancko Biuletynu Informacji Publicznej dowiadujemy się, że w ubiegłym roku akademickim studiowało tu 18,5 tysiąca osób, z czego na studiach stacjonarnych niespełna 13 tysięcy, a na niestacjonarnych – 5,6 tysiąca. W przypadku uczelni publicznych oznaczałoby to, że 2/3 studentów kształci się za friko. W KUL-u wszakże sytuacja prezentuje się nieco inaczej.
    Z pobieżnego podliczenia wynika, iż w tym roku KUL oferuje studentom 620 miejsc na 7 kierunkach bezpłatnych oraz 2000 miejsc na 35 kierunkach płatnych (za darmo kształcić się będzie zaledwie co czwarty student, pozostali zapłacą uczelni ponad 6 mln zł). Jeśli ta relacja między studentami płacącymi i niepłacącymi jest na KUL-u obowiązująca – a nie mamy powodu sądzić, że jest inaczej – 114 milionów budżetowych złotych idzie na niespełna 4,5 tysiąca studentów. Co oznacza, że za rok bezpłatnych studiów obywatela RP państwo buli KUL-owi 25 tys. zł.
     A to nie koniec, albowiem w grudniu zeszłego roku prezydent Rzeczypospolitej wystąpił do Sejmu z projektem ustawy zezwalającej KUL na korzystanie z państwowych pieniędzy także przy inwestycjach. Ze wzruszeniem przeczytaliśmy w uzasadnieniu projektu, iż wejście w życie projektowanej ustawy nie spowoduje bezpośrednich skutków finansowych dla budżetu państwa i budżetu jednostek samorządu terytorialnego, albowiem ewentualne skutki finansowe uzależnione będą od przedstawienia, a następnie zaakceptowania stosownego planu wydatków związanych z kosztami realizacji środków trwałych w budowie, służących procesowi dydaktycznemu. Już widzimy, jak Kościół nie występuje, a władza nie daje...

    PAT

    Papieska Akademia Teologiczna z Krakowa przeszła na państwowy garnuszek dzięki dobrodziejstwu konkordatu, który w art. 15 ust. 3 zobowiązuje ojczyznę do dopisania PAT do listy utrzymanków. PAT wywodzi się z Wydziału Teologicznego UJ wyeksmitowanego z uniwersytetu w 1945 r. W 1981 r. J. P. 2 zadośćuczynił mu za tę krzywdę przemianowując pozauniwersytecki wydział na Papieską Akademię Teologiczną z trzema własnymi wydziałami: teologii, filozofii i historii Kościoła. Obecnie jest ich pięć: teologiczny, filozoficzny, historii i dziedzictwa kulturowego, nauk społecznych oraz zamiejscowa teologia w Tarnowie. Ponadto prowadzone są tu studia w międzywydziałowych instytutach: bioetyki oraz ekumenii i dialogu. PAT przystąpiła także do edukacji dziennikarzy. Do rozmowy kwalifikacyjnej należało się przygotować – tylko i wyłącznie – z następujących tematów: „Jan Paweł II: Internet nowym forum głoszenia Ewangelii – Orędzie na XXXVI Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu” oraz „Papieska Rada ds. Środków Społecznego Przekazu: Etyka w środkach społecznego przekazu”. W zeszłym roku PAT kosztowała budżet ponad 15 mln zł, studiuje tam niespełna 3 tysiące osób.

    Wydziały teologiczne

    Oprócz akademii, mamy na utrzymaniu dwa Papieskie Wydziały Teologiczne – w Warszawie i we Wrocławiu – oraz Wyższą Szkołę Filozoficzno-Pedagogiczną Ignatianum w Krakowie. To zasługa szczodrości posłów PO, którzy w zeszłej kadencji wystąpili z taką inicjatywą w nadziei, że da im to jakiś handicap w zdominowanym przez PiS i LPR wyścigu o łaskawość Kościoła.
    Papieskie Wydziały Teologiczne to w istocie seminaria duchowne dla kleryków, dla przyzwoitości prowadzące jakieś szczątkowe studia dla świeckich. PWT w Warszawie kosztował budżet 4,4 mln zł, we Wrocławiu – 5,4 mln. We Wrocławiu utrzymujemy jednowydziałową namiastkę uczelni, której głównym zadaniem jest prowadzenie 6-letnich studiów kapłańskich, a na doczepkę są tam jakieś kursy teologiczne dla laikatu. PWT w Warszawie składa się z dwóch cokolwiek niezależnych instytucji. Sekcja Jana Chrzciciela – to w istocie Wyższe Metropolitalne Seminarium Duchowne im. Jana Chrzciciela w Warszawie i podczepione pod niego w charakterze filii seminaria w Siedlcach, Łowiczu, Drohiczynie i Diecezji Warszawsko-Praskiej oraz Seminarium Misyjne „Redemptoris Mater”. Za pieniądze budżetowe Sekcja Jana Chrzciciela kształci na tak potrzebnych państwu kierunkach, jak teologiczne studia akademickie – gdzie mamy przede wszystkim cykl seminaryjny dla alumnów – oraz dla uzupełnienia cykl zaoczny dla świeckich. Fach w ręku – na koszt państwa, naturalnie – gwarantują także dwie Wyższe Zawodowe Szkoły Katechetyczne oraz Instytut Szkolenia Organistów. Z przesłania tej szkoły wyższej na prawach uczelni publicznej: Celem studiów na Wydziale jest nie tylko naukowe poznanie w sposób bezstronny i pogłębiony prawd objawionych oraz doktryny Kościoła, lecz uzyskanie sensus Ecclesiae i szczere umiłowanie prawd Bożych.






    Bobolanum


    Druga odnoga dość pospiesznie sklejonego w jedną całość Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie to Sekcja św. Andrzeja Boboli, czyli – za przeproszeniem – „Bobolanum”. Bobolanum, podobnie jak Ignatianum to po prostu wylęgarnie jezuitów, seminaria i studia teologiczne należące do oplatającej Europę sieci macek niesławnego Towarzystwa Jezusowego. Zresztą jego władze nawet nie próbują tego ukrywać: w materiałach warszawskiego seminarium czytamy: Dzisiaj Bobolanum odmłodziło się, liczy wielu jezuitów, którzy swe studia odbyli na zachodnich uczelniach Towarzystwa Jezusowego. Niektórzy z obecnych pracowników polskiej uczelni już obecnie mogą się odwdzięczyć za uzyskaną pomoc – i prowadzą zajęcia na Wydziałach, gdzie kończyli swe dysertacje doktorskie, czy to w Paryżu (Centre Sévres), czy w Rzymie (Uniwersytet Gregoriański). Od wielu lat silne więzy łączą Bobolanum z jezuickim Aloisianum w Bratysławie, które przekształciło się – dzięki wydatnej pomocy polskich jezuitów – w Wydział Teologiczny Uniwersytetu w Trnawie.
    Na Bobolanum, dzięki naszym podatkom, studiować można na kierunkach takich jak specjalność teologii katechetycznej, specjalność teologii ogólnej i specjalność kapłańska. To, że przed 50 laty Bobolanum przyciągnęło do siebie parafię, stanowi także na przyszłość istotną wskazówkę: teologiczna praca w uczelni ma wydać owoce duszpasterskie – wyjaśnia swą filozofię sekcja św. Andrzeja Boboli. Studiuje tu – ponoć – koło 300 osób. O żadnych informacji publicznej naturalnie mowy nie ma.

    Ignatianum

    Podobnie tajemnicze jest krakowskie Ignatianum, które jeszcze dekadę temu nazywało się Wydziałem Filozoficznym Towarzystwa Jezusowego i było XIX-wieczną w duchu i tradycji kuźnią jezuitów. Obecnie kształci filozofów, kulturoznawców, pedagogów i politologów w masie – podobno – 2,5 tys. sztuk. Pedagog wykształcony w Ignatianum ma – czytamy w materiałach uczelni – potrzebę wielostronnego i integralnego rozwoju człowieka w perspektywie egzystencjalnej i transcendentnej, zgodnie z wielowiekową tradycją edukacyjną jezuitów opartą w głównej mierze na pedagogice ignacjańskiej. Jej charakterystycznym rysem jest troska o zdobycie nie tylko specjalistycznego wykształcenia, ale też wspieranie studenta w osobistym poszukiwaniu sensu życia. Wytyczone cele kształcenia i rozwoju osoby uzupełnia formacja duchowa prowadzona przez działające przy Ignatianum Duszpasterstwo Akademickie. Na poszukiwania egzystencjalne i transcendentne w towarzystwie duszpasterzy z Ignatianum państwo wydaje 7,3 mln. zł.

    Kasa

    KUL, PAT, dwa PTW i Ignatianum – w roku 2007 otrzymały do kupy 120 365 900 zł na zajęcia dydaktyczne i 26 259 500 zł na stypendia dla swoich studentów. W sumie pięć prywatnych szkół katolickich wyssało z budżetu 146 625 400 zł. (Do tego dorzuciliśmy półtora miliona na stypendia dla kleryków w 21 seminariach – dlaczego Kościół miałby sam utrzymywać kolesiów, którzy szkolą się na księży?).
    Posłowie PO, występujący o to, abyśmy wszyscy wzięli na utrzymanie szkoły zawodowe dla funkcjonariuszy Kościoła kat., nie usiłowali nawet tłumaczyć, po jaką cholerę uboga nauka polska ma ponosić koszty produkcji kleryków, katechetów i organistów. Ograniczyli się do stwierdzenia, iż konkordat na to pozwala, a Komisja Konkordatowa sobie tego życzy. Dla 370 posłów RP argument był to wystarczający.

    Agnieszka Wołk-Łaniewska
    NIE 38/2008

    Kategoria: Osiągnięcia i wyczyny Kościoła w Polsce | Dodane przez: ADM (09.07.2010)
    Wyświetleń: 261 | Tegi: Pat, KUL, konkordat, finansowanie, Ignatanum | Ocena: 0.0/0
    Ogółem komentarzy: 0
    Tylko zarejestrowani Użytkownicy mogą komentować materiał
    [ Rejestracja | Login ]
    Prawa autorskie. Jeżeli obecność któregoś z materiałów na tym portalu narusza prawa autorskie, prosimy o kontakt. Materiały, co do których prawa autorskie zostaną udowodnione, będą, w razie wyrażenia takiego życzenia przez posiadacza praw, natychmiast usunięte.


    ***
    O UCoz:uCoz to świetny, znany i ceniony na całym świecie, mający bardzo wysoki pagerank serwer. Daje możliwość korzystania ze swoich usług w wielu językach. Polecamy! :)
    Copyleft Antykler © 2017
    Darmowy hosting uCoz